Przeżyliśmy dachowanie

Studiowałem w innym mieście niż mieszkam. Na studia jeździłem własnym samochodem zabierając ze sobą znajomych z roku. Tego dnia to oni mnie zabrali bo tak się też złożyło, że jechałem po nieprzespanej nocy. Padał deszcz a my mieliśmy do przejechania jakieś 117 km. Wyjechaliśmy dość późno a koleżanka jadąca z nami miała mieć tego dnia jakiś egzamin. Więc kolega trochę cisnął bo sympatyzował od kilku lat z koleżanką 🙂 A ja przysypiałem na tylnym siedzeniu. Aż tu, nie wiem jak, nas zarzuciło na mokrej powierzchni, chyba kałuży. Łuuups! Koleżanka trochę się zirytowała i podniosła głos – oszalałeś (czy coś takiego). Ja wzdrygnowszy się z dżemki żartobliwie wymamrotałem mniej więcej półgębkiem: zwolnij bo wiesz ja byłem na modlitwie i byłem już blisko nieba, ale to chyba jeszcze nie mój czas 🙂 Przymknąłem oko i odpłynąłem z myślami o niebie 🙂 Po przelotnej chwili powtórnie mną trząsnęło. Łuuuups!. Znów się lekko wzburzyliśmy upominając kolegę kierowcę by nie szalał. Ale przecież czas umykał a my byliśmy bliscy spóźnienia, skomentował kierowca zrzucając z siebie emocje. Już nie zamykałem oczu tylko patrzyłem na kolejne przejeżdżane kałuże. Zawsze kiedy nie prowadzę jakoś czuję się nie pewnie w rękach innego kierowcy – chyba wszyscy uprawnieni tak mają. Jedziemy i jedziemy a mi powieki opadają. Często zasypiałem podczas jazdy jako pasażer już od dziecka, chyba że rozmowa się rozwijała. Ale tu kolego cisnął a koleżanka przeglądała notatki a ja bujałem w obłokach ale z pozycji obserwatora. Jechaliśmy dwupasmówką przedzieloną metalową, półmetrową barierką. Z naprzeciwka od czasu do czasu coś nas mijało. Ogólnie był mały ruch jak na tą trasę. Może ze względu na pogodę. Łuuuups łups łuuups i trach. Myśli szybko mi przeleciały i widoki za oknem również. Świat stanął jakby do góry kołami. To nie niebo, jesteśmy na ziemi ale fiknęliśmy fikołka i uderzyliśmy w metalową barierkę dzielącą drogę. Nie wiem dlaczego ale buchnąłem śmiechem, koleżanka coś krzyczała a kolega kierowca wyskoczył z wozu i chodził roztrzęsiony na około. Żyliśmy i w dodatku cali zdrowi, chociaż auto raczej nie. Ja podziękowałem na głos chwaląc Boga. I zrozumiałem jak czuje się człowiek któremu znów dano szansę 🙂 Jakoś się z tego wykaraskaliśmy i nawet dojechaliśmy do szkoły. Ale to wspomnienie pozostało myślę że niezapomniane. Mnie umocniło w wierze a kolega i koleżanka poruszyli ze mną wiele duchowych tematów, które zapadną im na zawsze w pamięci. Modliłem się z nimi i o nich. Ja dalej ufam Bogu i szukam Jego woli dla mojego życia a kolega poprosił mnie po latach o mowę na ślubie :)Wiem jedno, życie może umknąć w każdej chwili ale czy Ty jesteś na to gotowy, gotowa?