Nawrócenie z okultyzmu

Nigdy nie miałam wątpliwości, że Bóg istnieje; że Jezus jest Zbawicielem. Modliłam się, Bóg odpowiadał na moje modlitwy, pościłam, ale równocześnie zajmowałam się okultyzmem, medytowałam, wróżyłam… Byłam świadoma różnych grzechów, (miałam wyrzuty sumienia), ale nie tego.

Przyszedł jednak czas, kiedy Bóg dał mi pragnienie modlitwy i dowiedzenia się czegoś o Nim. Byłam sfrustrowana, bo wiedziałam, że nie potrafię się modlić. Jezusa postrzegałam jako Zbawiciela, który tu na ziemi umarł, zmartwychwstał i szybko wrócił do nieba i że kolejny z Nim kontakt będzie dopiero po śmierci. Modląc się „Boże (…)” miałam na myśli ogólnie „całą” Trójcę, jednak „zarządzającą” w niebie i zsyłającą odpowiedzi na modlitwy trochę jak poczta przesyła paczki – bez osobistego kontaktu.

Żeby „dowiedzieć się czegoś o Bogu” chodziłam na różne spotkania, nawet na studium dla duchownych (dzięki specjalnej rekomendacji znajomego księdza) ale nie dowiedziałam się niczego. Nikt jednak mi nie powiedział, żebym zaczęła czytać Biblię.

Modlitwą o przyjęcie Jezusa do serca pomodliłam się natychmiast po przeczytaniu „Musicie się na nowo narodzić” B. Grahama. Dostałam ją od znajomego młodego człowieka, który „nie był zainteresowany książką”. Byłam trochę rozczarowana, bo przy „efektach specjalnych”, których doświadczałam wcześniej, spodziewałam się, że Bóg dopiero mi pokaże coś „niebiańskiego”. Pamiętam, że modlitwę zakończyłam „Boże, mam nadzieję, że usłyszałeś” – takie miałam pojęcie o relacji z Bogiem.

Później, dość szybko znalazłam się w Zborze, gdzie publicznie wyznałam Jezusa Panem mojego życia i chyba dopiero wtedy wyraźnie zobaczyłam różnicę. Z powodu okultyzmu miewałam częste, bardzo intensywne ataki lęku: Nagle wyobrażałam sobie, że coś strasznego się wydarzyło, niemal to widziałam i ogarniało mnie przerażenie. Miałam również niewielką, lecz męczącą fobię. I od tych dwóch rzeczy Bóg mnie uwolnił od razu. Bez szczególnej modlitwy, bo nie przyszło mi do głowy, żeby się o to pomodlić. [Okultyzm zostawiłam około 2 lata wcześniej, bo po jakiejś rozmowie zaczęłam mieć wątpliwości, i spytałam Boga, co On o tym myśli – i pokazał mi – piekło i demony.]

Zaczęłam poznawać Biblię – całymi dniami słuchałam Nowego Testamentu, jeździłam na obozy gdzie nauczano Słowa. I nagle otworzył się przede mną duchowy świat i relacja z Bogiem, o której nie miałam pojęcia, że jest dla człowieka dostępna tu na ziemi. Bóg stał się Wszechmocnym, pełnym miłości Ojcem na tronie i autentyczną częścią mojego nowego życia. Po pewnym czasie Bóg zaczął mi objawiać Jezusa (co trwa do dziś). Nagle mogłam pytać o wszystkie rzeczy związane z tym nowym światem i Bóg mi te rzeczy pokazywał.

Kiedyś do zboru przyjechali usługujący, którzy głosili na temat uwolnienia. Powiedzieli, że jeśli ktoś doświadczał jakichkolwiek odmiennych stanów świadomości – w związku z okultyzmem lub innymi działaniami – powinien zostać odcięty od sił ciemności, które go kontrolowały. Oczywiście poprosiłam o modlitwę. Bóg uwolnił mnie od nich, poczułam głęboki spokój. Tego samego dnia zniszczyłam wszystkie okultystyczne książki i materiały. To był wspaniały czas pełen Bożej obecności. Był też moment, kiedy, niszcząc kolejną rzecz, znowu na chwilę poczułam ogromny lęk, ale po raz pierwszy mu nie uległam, był daleki i nierzeczywisty. Boża miłość była ponad wszystko, co chciało mnie wyprowadzić z równowagi i zapobiec pozbyciu się wszystkiego ze starego życia.

Mniej więcej pół roku po nawróceniu ochrzciłam się przy pierwszej nadarzającej się okazji. Chrzest był dla mnie „prośbą do Boga o dobre sumienie” – ten werset był „hasłem przewodnim” mojego chrztu.

Od tamtych wydarzeń upłynęło już wiele lat, wiele się wydarzyło, a ta relacja z Bogiem jest ciągle nowa i zaskakująca. Dzięki Bogu!

eM.