Wszystko straciłem a jeszcze więcej otrzymałem

Kiedy człowiek jest młody i ma wiele ideałów chce aby w tym życiu wszystko do siebie pasowało. Kieruje się bardziej pragnieniami niż rozsądkiem aby wziąć to co inni już mają, bo przecież ja również tego potrzebuję. Ale w życiu nie tylko ja decyduję, często musi być kompromis, tak jak w powiedzeniu: cały ambaras aby obie strony chciały naraz 🙂 Człowiek powinien wiedzieć, który owoc jest zakazany a który daje życie. I może gdzieś w sercu nawet to czuje ale to pragnienie aby mieć nie daje spokoju. Jak już się coś spodoba to nie odpuszczę aż to zdobędę, ale czy to do mnie pasuje, czy taka jest wyższa wola dla mnie? Chłopak chodzi za dziewczyną chociaż ta go nie chce, ale się uperł, albo zakochał czy może zauroczył i sobie coś na wyobrażał. Chodzi chodzi aż wychodzi i sobie weźmie. Inni ostrzegają, powstrzymują, odradzają, nawet przestrzegają ale nie, przecież ja chcę a nawet potrzebuję. Muszę ją mieć jak śpiewał Rysiek Riedel 🙂 I tak po wielu staraniach w za bardzo młodym wieku założyłem rodzinę, nie wiedząc z czym to się tak naprawdę wiąże w praktyce. Kiedy nie masz nic, zupełnie nic, nic w kieszeni i nic na koncie i nawet kąta też nie masz. Ale to co miałem to wielką wyobraźnię, wiarę i marzenia. Byłem po szkole bez zawodowego doświadczenia a cóż dopiero życiowego, hm. Ale świat dopiero się dla mnie otwarł 🙂 Mam kobietę z dzieckiem, potem kolejne dziecko i kąt po znajomości. Fach w ręku i wizję na przyszłość. Byłem pracowity, mogłem i pracowałem nawet na trzy etaty. W dzień firma w nocy u kogoś i coś tam jeszcze w biegu aby iść do przodu, bo wiele jeszcze mi brakowało. Nie było lekko był zasuw a miałem dużo sił, sam się sobie teraz dziwię skąd. To był jakby wiatr w skrzydła z nieba. Miłość z nieba dodawała mi sił by kochać na ziemi. Poznawałem Boga, czytałem Biblię, chodziłem na spotkania, modliłem się i ciężko pracowałem z marnymi nieraz wynikami. Uczyłem się rynku, technologii prowadząc własną działalność. Potem spółkę z dużymi halami zatrudniając pracowników. Jakby wizja przerosła realizm. Wszystko niby powstawało ale nie do końca przekładało się na wynagrodzenie, raz górka raz dołek i brak stabilizacji. Pojawiały się długi a człowiek tyrał. Wychodził brak doświadczenia, znajomości rynku itp., wychodziła młodość i jej rozwój. Ale to rodzi obciążenie również dla rodziny z dziećmi. Mąż dwoi się i troi a żona ma już dość bycia kurą domową i szuka okazji. Wychodzi gdy cię nie ma, z kimś się spotyka. Mówisz sobie przecież to znajomy. Ale zaraz zaraz to znajomy znajomego i znalazła tam pracę, mówi że też musi pracować. Nie twierdzę że nie, trzeba się wspierać ale czemu wraca co raz później a nawet w nocy. Bo trzeba było przywieźć towar, zatowarować sklep itp., ale dlaczego do rana? Można by książkę napisać. Mąż traci cierpliwość przestaje ufać, inni, dalsi i bliscy mu mówią ale nie chce im wierzyć. Aż sam się przekonuje i świat się zawala. Gdzie są ideały gdzie jest rodzina, to dobro dla życia? Żyć się nie chce! Sam zmienia pracę i jej tłumaczy, przekonuje do zmiany ale jest oszukiwany. Trudno przyjąć rzeczywistość o której ma się inne wyobrażenie gdy człowiek poddał się łudzącej aurze. Wszystko się wali, rodzina, praca przerażająca pustka i bezsilność, bezradność, ruina. Wszystko diabli wzięli. Ale dzieci? Utrudnione i utrudniane widzenia. Koszmar za koszmarem, koszmar ponad koszmarem. Jakby śmierć, nihilizm już nic nie może przerazić, rozczarować. Pustka, pustka, pustka…. i pragnienie tego ciepła, które ma tylko rodzina. Ale zostało zabrane i nic tego nie może cofnąć, nie wiem jak by się chciało i robiło co mogło. Serce pękło, pękało raz za razem. Ale żyło i szukało ukojenia. Różnie. I nie znajdowało. Jakby było się samemu na tej ziemi po wybuchu nuklearnym. Ale zaraz zaraz, jest obok serce matki, i kolejne serce obok ciebie, i kolejne, i kolejne, i to wielkie nieskończone duchowe, boskie i tak odczuwalne. Czujesz wsparcie, otuchę, miłość. Ogień który jakby zgasł, on się tlił, rozniecał, i nie gasł. Podążam za nim, szukam go i wtedy znajduję więcej. Nie oddalam się od tej bliskości. Poszukuję go razem z innymi. Spotykam ludzi szukających Boga. Oni go szukają ale jakby już znaleźli, mam to samo, szukam bo chcę więcej, aby to trwało. Aby w tym być. Trwać i sycić się tym niebem na ziemi. Nieść ten płomień i przekazać innym, którzy też gdzieś zgaśli, ale coś się w nich tli. Razem znajdujemy więcej, rozpalamy się na nowo. Są z nami też ci którzy nie zgaśli, rozpaleni, wszyscy jakby jaśniejemy. Ten Duch dodaje nam radości, umacnia nas a my umacniamy się w Nim, ze sobą nawzajem. Ten powiew nas porusza, prowadzi, rozpala, napełnia poznaniem i miłością. Tworzymy wspólnotę. Wiemy że to On, Bóg, Jezus, Duch. Poznajemy i uczymy się w tym, aby w Nim trwać i otrzymać więcej niż straciliśmy, więcej niż mieliśmy, więcej niż sobie wyobrażaliśmy. Tak, słyszałem: nie ma tego złego…, ale nie myślałem, że jest tyle dobrego. Chcę to zanieść dla innych i takich spotykam na drodze, którzy pragną, pragną wziąć i nieść ze sobą i dla innych. Idziemy razem. Spotykamy się w tzw. kościele ale tym kościołem zrozumiałem że jesteśmy my którzy niesiemy ten płomień. Udzielam się, służę. Awansuję w pracy i w służbie. Mam wielu, wielu, wielu znajomych a nawet przyjaciół. Nie jestem sam, spotykam ludzi którzy przeszli to co ja i niosę im ten płomień a oni przyjmują i niosą go dalej. W tym wszystkim spotykam osobę z którą chcę nieść ten płomień w sercu przez to życie i ona również mnie kocha. Tworzymy rodzinę i Bóg wszystko buduje lepiej niż zbudował bym sam. Mamy już rodzinę wspartą mocą z nieba w miłości, radości, pokoju itp. itd. Idziemy z wdzięcznością dla daru z nieba. A łaska i prawda stała się dla nas przez Jezusa, dzięki Jezusowi i w Duchu Świętym, który odbudowuje życia, umacnia je i prowadzi w mocy której nigdzie indziej nie znajdziesz, ja nie znalazłem. Mówię co wiem, przeżyłem i doświadczyłem. Sam lepiej bym tego nie ułożył. Amen, co znaczy: niech tak będzie 🙂

Ps. Wszystko już mam co jest mi potrzebne do życia i pobożności a resztę zostanie mi przydane, jak mówi Słowo Boże. Idę dalej tą drogą.

A i jeszcze, żonę mam stokroć ładniejszą i stokroć kochańszą, nawet tysiąckroć – z nieba, i kochamy się jak aniołki 🙂

i również już z dorosłym synem mam kontakt, od tego czasu minęło …dziesiąt lat

I rada nie bierz tego co nie jest Ci dane, sam lub sama rozpoznasz i czas i miejsce i tą osobę. Ale jeśli Bóg nie pobłogosławi to na próżno trudzi się człowiek – powiedział mądry po szkodzie 🙂

Żeby jednak usłyszeć to trzeba nastawić się na słuchanie. A Bóg Cię pobłogosławi co tłumaczy się na uszczęśliwi 🙂